Cytat jakiś ciekawy

Doszłam do Berlina. Podpisałam się na Reichstagu: „Ja, Zofia Adamowna Kuncewicz przyszłam tutaj, żeby zabić wojnę”

starszyna Zofia Adamowna Kuncewicz, sanitariuszka kompanii piechoty

Swietłana Aleksijewicz „Wojna nie ma w sobie nic z kobiety”

Wojenne historie

Wojenne historie

wtorek, 24 stycznia 2012

Wojna zimowa przez szczerbinkę karabinu snajperskiego

Petri Sarjanen „Biała śmierć. Najskuteczniejszy snajper w historii wojen – Simo Häyhä”. Wydawnictwo Replika, 2009 rok.

Książka na naszą obecną zimę – można przypomnieć sobie mnóstwo śniegu i mróz sięgający 40 stopni - doskonała lektura gdy na koniec stycznia termometr pokazuje 5 stopni powyżej zera i pada deszcz (w Szczecinie śnieg był w tym roku przez jeden dzień, akurat byłem w centralnej Polsce). Tak naprawdę to jest także lektura dobra na lato i na każdy inny czas, bo to po prostu dobra wojenna opowieść jest!

Dotyczy ona jednego żołnierza mało znanej u nas wojny. Dzięki temu, że ów żołnierz nie był jednak samotnym łowcą, a członkiem konkretnej kompanii jest także okazja przyjrzeć się bliżej realiom toczenia wojny w zimie, przy ogromnej przewadze liczebnej i sprzętowej nieprzyjaciela.

„Biała śmierć” jest jedną z tych książek, które nie mówią wszystkiego ale wspaniale inspirują do własnych poszukiwań. Bo niby wiedziałem już coś o tej wojnie, oglądałem film, czytałem co nieco, a jednak powstał głód wiedzy, by dowiedzieć się więcej o tych wojennych zmaganiach.

Trochę historii

Po zwycięskim opanowaniu polowy Polski we wrześniu 1939 roku Sowieci (niechętnie używam tego słowa ale jeszcze bardziej niechętnie napisałbym Rosjanie) postanowili „uporządkować” sprawy swoich północno-zachodnich granic. Ich dyktatowi poddały się państwa bałtyckie, jednak Finlandia nie spełniła radzieckich żądań. A granica fińsko-radziecka przebiegała tylko 25 km od Leningradu! Sowieci chcieli jej przesunięcia o 25 km, oddania im w dzierżawę półwyspu Hanko na którym chcieli wybudować bazę wojskową (dałoby im to pełne panowanie nad Zatoką Fińską) i rozebrania linii obronnej na granicy z ZSRR. Finlandia nie ugięła się przed radzieckim szantażem i pewni swojej przewagi Sowieci zaatakowali 30 listopada 1939 roku. Przewaga radziecka była niesłychana prawie pół miliona żołnierzy wspartych przez czołgi, artylerię i lotnictwo ruszyło na dużo mniej liczebną armię fińską, której wyposażenie zupełnie odbiegało od radzieckiego – na minus oczywiście. Finlandia miała świadomość zagrożenia, ale była państwem biednym i oprócz kilku dziesiątków tysięcy żołnierzy samoobrony (czegoś w rodzaju naszych NSR) i niezbyt dobrze wyposażonej armii mogła przeciwstawić swojemu zaborczemu sąsiadowi niewiele więcej.

Finlandia miała za to potężnych sprzymierzeńców w... mrozie (tym samym, który zatrzymał ponoć Napoleona i parę lat później Niemców pod Moskwą) i paranoi radzieckiego przywódcy. Stalin od kilku lat oczyszczał armię z „elementów niepewnych”. Szczęśliwym trafem owe „elementy”, których pozbyto się z całą bezwzględnością to byli najlepsi oficerowie wyższego i średniego szczebla. Tak więc na Finlandię ruszyła armia dowodzona nie przez błyskotliwe umysły strategiczne a przez wyzbyte indywidualizmu i świadome konsekwencji nieposłuszeństwa organy władzy na Kremlu. Dodatkowo, ponieważ nie można było ufać własnym obywatelom ze strefy przygranicznej, dywizje które szły do boju w mrozie i terenie znanym Finom jak własna kuchnia składały się z żołnierzy z np. południowej Ukrainy. Im można było zaufać, że nie uciekną na stronę wroga (choć lepiej było ich pilnować).

Niestety nawet uprzedzona o ataku (zdążono nawet przeprowadzić mobilizację) i skryta za dobrze przygotowaną linią obronną Finlandia nie miała zbyt wielkich szans. Dodatkowo Sowieci ogłosili się armią wyzwoleńczą, stworzyli dywizje fińskie i rząd komunistyczny, który miał przejąć władzę w wyzwolonej od burżujów Finlandii.

Wojna toczyła się ze zmiennym dla obu stron szczęściem, wielka przewaga pozwalała wojskom radzieckim przełamywać fińską obronę. Jednak dużo lepsze przygotowanie do walk w ciężkich warunkach, dobre taktyczne i strategiczne dowodzenie pozwalało Finom na uporczywa obronę i kontrataki. Mimo ogromnych strat (Finowie niszczyli całe dywizje radzieckie), wynikłych także z nieliczenia się z życiem własnych żołnierzy, armia radziecka nie zdołała zająć Finlandii i w marcu 1940 roku zawarto pokój. Finlandia straciła na rzecz ZSRR tereny, których ów domagał się przed wojną. Odzyskała je na krótko w wyniku wypowiedzenia tzw. wojny kontynuacyjnej z ZSRR po ataku niemieckim w czerwcu 1941 roku.

Ciekawostka

Na wkraczające na teren Finlandii oddziały radzieckie czekały, pozostawiane przez Finów w ramach działań opóźniających, fugasy – miny pułapki domowej konstrukcji. Słowo to obecnie nie jest już chyba w ogóle używane, zastąpiła je znana z Iraku i Afganistanu – IED (improvised explosive device – improwizowany ładunek wybuchowy) po polsku nazywana „ajdik”.

Wracamy do książki

Zgodnie z tytułem książka jest o snajperze i autor pamiętając o tym, że mogą go czytać nie tylko miłośnicy wojennych historii (a i tym bardzo często przydaje się usystematyzowanie wiedzy) kończy ją opowieścią o snajperach w armii i listą najlepszych z nich w świecie wojen od pierwszej światowej. Najlepszym z nich jest właśnie Simo Häyhä – rolnik i myśliwy z Finlandii zmuszony bronić swojego domu na przełomie 1939/1940 roku. Być może Fin jest także snajperem wszech czasów – przed pierwszą wojną rzadko liczono snajperom ich ofiary, a obecnie nie ma konfliktu w czasie którego snajper mógłby zabijać tak masowo (Simo miał 542 potwierdzone trafienia). Autor odmawia, zupełnie słusznie wg mnie, liczenia cywilnych ofiar snajperów wojen domowych (np. w byłej Jugosławii snajperzy „wsławili się” np. polowaniami na ludzi w Sarajewie).

Simo Häyhä był rolnikiem i myśliwym, należał do oddziałów samoobrony i znany był tam ze swojego celnego oka. Mimo to trafił jako zwykły żołnierz do swojej kompanii, kompanii którą poznajemy także z tej książki, razem z jej niezwykłym dowódcą (wcześniej żołnierzem Legii Cudzoziemskiej, walczącym w Maroku) i innymi oficerami z dowództwa batalionu i armii. Tam, już podczas walk na linii obronnej szybko poznano jak morderczy jest jego talent i że można wykorzystać go także do propagandy. Häyhä „dostał” przybocznego oficera, którego zadaniem było weryfikowanie jego sukcesów.

Oprócz normalnej służby nasz snajper musiał interweniować także na tych pobliskich częściach frontu gdzie żołnierzom fińskim zbyt dokuczali snajperzy wroga. Co ciekawe snajperzy fińscy nie wspinali się na drzewa, a raczej czaili na ziemi. Doskonale zamaskowani, Finowie używali zimowego, białego kamuflażu, potrafili godzinami czaić się dla oddania jednego celnego strzału. Radzieccy snajperzy często wchodzili na drzewa z czym łączy się przytoczona w tej książce, trochę drastyczna, anegdota. Któregoś dnia kompania w której służył Simo zdobyła radzieckie stanowiska, na drzewach pozostali jednak snajperzy, dowódca kompanii namawiał ich do zejścia, ci jednak uporczywie ostrzeliwali się.
„- No, z ich powodu nie będę szedł szukać piły – powiedział w końcu zniechęcony. Rozległy się dwa strzały i Rosjanie spadli z drzew jak orzechy kokosowe”.

Simo Häyhä był człowiekiem niewysokim, drobnym. Na jednym ze zdjęć widzimy go gdy stoi obok dowódcy dywizji, chwilę po tym jak wręczono mu „karabin honorowy” zakupiony przez szwedzkiego biznesmena. Widać tu właśnie niedużego człowieka ubranego w bezkształtny biały uniform z naciągniętym na czapkę kapturem. Powierzchowność fińskiego snajpera szła w parze z jego skromnością. Pytany o to co uczyniło z niego tak dobrego strzelca odpowiadał krótko – ćwiczenia. Do końca życia umniejszał także liczbę zabitych wrogów.

Przeczytajcie ta książkę, bo wprawdzie przedstawia ona wojnę zimową tylko oczami jednej fińskiej kompanii i jej żołnierza, mówi jednak więcej o naturze tej wojny i jej wojowników niż niejedno opracowanie historyczne.

Wojna zimowa skończyła się dla Finlandii upokarzającym pokojem. Jednak Finowie udowodnili, że nawet małe państwo jest w stanie przeciwstawić się skutecznie wielokroć silniejszemu przeciwnikowi. Również dla dzielnego fińskiego snajpera wojna nie skończyła się dobrze, ale o tym musicie przeczytać sobie sami, bo ja już milknę.

W moim osobistym 6-gwiazdkowym rankingu – 5.