Cytat jakiś ciekawy

Doszłam do Berlina. Podpisałam się na Reichstagu: „Ja, Zofia Adamowna Kuncewicz przyszłam tutaj, żeby zabić wojnę”

starszyna Zofia Adamowna Kuncewicz, sanitariuszka kompanii piechoty

Swietłana Aleksijewicz „Wojna nie ma w sobie nic z kobiety”

Wojenne historie

Wojenne historie

sobota, 24 grudnia 2011

Brytyjska Służba Bezpieczeństwa - początki


Nigel West „MI-5 Operacje brytyjskiej służby bezpieczeństwa 1909-1945”. Dom Wydawniczy Bellona, 1999 rok.

Ta ciekawa książka trafiła do moich rąk zupełnie przypadkowo. Od czasu zaglądam do kilku szczecińskich antykwariatów w celu ewentualnego wyłowienia za nieduże pieniądze różnych wojennych historii. I tu stoi na półce – twarda okładka, nieco sponiewierane wnętrze (gdzieś dostała wilgoci w swoim życiu) i ten herb... taki trochę kicz. No ale tytuł zaciekawił mnie na tyle, a i cena atrakcyjna, że wziąłem i przeczytałem.

Im dłużej czytałem tym bardziej otwierały mi się oczy. Ten brytyjski kontrwywiad, o którym tyle jest słychać, i który spowodował, że Niemcy do ostatniej chwili myśleli, że alianci wylądują w Pas-de-Calais, a wcześniej np. zmylił ich w czasie przygotowywania lądowania na Sycylię i miał wiele innych spektakularnych sukcesów, musiał ściśle współpracować z policją... bo nie mógł, zgodnie z prawem, sam dokonywać aresztowań.

Ale siłą tej pozycji nie jest pokazanie służby bezpieczeństwa w akcji (choć to także), ale obnażenie jej organizacji. Oczywiście dla nas ujawnienie nazwisk szefów MI-5 i poszczególnych jej wydziałów nie jest pewnie tak atrakcyjne jak dla Brytoli, ale skala szczegółowości pokazania struktury jednej z najważniejszych służb specjalnych świata robi wrażenie. A pierwsze dokumenty dotyczące działalności kontrwywiadu przekazano do archiwów publicznych dopiero w 1998 roku – West swoja książkę napisał w 1981 roku!

Nam służba bezpieczeństwa kojarzy się bardzo nieprzyjemnie (no nie wszystkim, niektórzy mają szczęście mieć na tyle mało lat, że nie pamiętają SB, UB i innych utrwalaczy władzy ludowej), ale dla Anglików Security Service to zgodnie z ich hasłem na godle Regnum Defende (broń królestwa). W każdym razie epizod współpracy z MI-5 raczej nobilituje niż kompromituje.

Brytyjska SB (że tak sobie zażartuję ;-) ) miała w swojej historii bardzo dużo pracy. Zjednoczone królestwo miało wielu wrogów zewnętrznych na całym świecie (w końcu nad nim właśnie nie zachodziło słońce), a także wielu wrogów wewnętrznych. Zaraz po pierwszej wojnie światowej musieli zająć się niebezpieczeństwem bolszewizmu („lud pracujący” podnosił głowę w Europie dopingowany przez Kraj Rad), problemami z Irlandią itd.

Najciekawsza jest oczywiście część poświęcona historii MI-5 w czasie drugiej wojny światowej.

Ciekawe jest to, że w czasie całej wojny w Wielkiej Brytanii wykonano 16 wyroków śmierci za szpiegostwo! Tylko 16 i wszystkie te przypadki omówione są w książce! Wg mnie, jak na sześć lat wojny, miliony jej ofiar, aktywność działania wszystkich wywiadów to niezwykle mało. Moje zdziwienie jest jednak sztuczne, bo kogoś kto przeczytał „MI-5...” nie powinno to dziwić. Autor bardzo szczegółowo opisał dość prosty system zabezpieczenia się Brytyjczyków przed szpiegostwem, profilaktykę licznych internowań, kategorii obcokrajowców, stref bezpieczeństwa. Uruchomiony na początku wojny i wzmacniany wraz z eskalacją niebezpieczeństwa grożącego wyspie pozwolił już na początku wyeliminować grupę potencjalnie groźnych mieszkańców.

Brytyjczycy byli także mistrzami w „odwracaniu” szpiegów. Złapanych „po cichu” przekonywano do współpracy i przez nich przekazywano do Niemiec fałszywe informacje. Najbardziej ciekawe jest to, że bardzo często Niemcy wykorzystywali jako potencjalnych szpiegów „zdrajców” z krajów okupowanych, których przerzucano do Anglii jako uciekinierów lub emigrantów. Zdarzało się, że owi, zaraz po wylądowaniu na wyspie, meldowali się w MI-5 i dalej działali już „odwróceni”. Pewien przypadek był nawet zabawny - jeden z tych agentów, nie mogąc zdobyć radionadajnika do kontaktu z Abwehrą, został przez nią skierowany do innego, również sterowanego przez MI-5 agenta.

Książka dość dobrze opisuje poszczególne siatki „krajowe” nazywane od miejsca pochodzenia szpiegów. Była nawet siatka „polska”, której pierwszym agentem był polski pilot zestrzelony nad Francją, który po ucieczce i przeprawie do Anglii przyznał się sam, że podjął się współpracy z niemieckim wywiadem. Inny Polak, który kierował siatką ruchu oporu w Paryżu, aresztowany i potem przerzucony do Anglii, za swoje zasługi dla Brytyjczyków został odznaczony Orderem Imperium Brytyjskiego!

Dzięki takiemu działaniu brytyjskie służby mogły skutecznie mylić swoich wrogów zewnętrznych i skutecznie przeciwdziałać poczynaniom tych wewnętrznych, choć nie obyło się bez mniejszych i większych potknięć.

O największych dowiedziano się dopiero po wojnie gdy przeglądnięto archiwa niemieckie. W roku 1940, a więc w roku najbardziej niebezpiecznym dla Wielkiej Brytanii, Niemcy dysponowali ogromną wiedzą o brytyjskim systemie obronnym, strukturze organizacyjnej wojska i służb mundurowych, a nawet znali adresy biur służb specjalnych! W dużej części zawdzięczali to porwaniu z Holandii dwóch oficerów brytyjskiego wywiadu.

Inna historia już ma większe znaczenie dla współczesnego nam świata. Podczas gdy w czasie wojny brytyjskie służby bezpieczeństwa koncentrowały się na walce z wrogiem wspólnym z ZSRR, służby radzieckie nie traciły z oczu celu nadrzędnego – daniu całemu światu jedynego słusznego dobrobytu. Ponieważ historia opowiadana przez autora zamyka się w roku 1945, wspomina on o tym tylko przy okazji wymieniania pewnych nazwisk, ale faktem jest, że po wojnie sowieci umieścili w wysokich strukturach brytyjskich kilku doskonałych agentów.

Trochę kiepsko kończę tę wojenną historię, ale uwierzcie mi, że z tej książki dowiecie się o bardzo wielu sukcesach brytyjskiej służby bezpieczeństwa, które potwierdzą jej doskonałą opinię. Ja niecierpliwie szukam, również wydanej przez Bellonę, książki Westa o wywiadzie MI-6.

W moim osobistym 6-gwiazdkowym rankingu – 5.