Cytat jakiś ciekawy

„Kilku ludzi usiłowało wydostać się z tego piekła furgonetką ale Soprano trafił ich z broni głównej bradleya. Pierwszy pocisk trafił żołnierza w pierś i ten po prostu zniknął jak kamfora. Kolejne trzy dosłownie rozbiły samochód razem z całą jego zawartością. Nie uwierzyłbym, że armata kalibru 25 mm może dokonać takiego zniszczenia, gdybym nie widział tego na własne oczy.”

Dillard Johnson „Szalony J..."

Wojenne historie

Wojenne historie

środa, 28 sierpnia 2013

Wojna o Falklandy może uczyć koła historii

Marek J. Zalewski „Falklandzka pułapka”, Krajowa Agencja Wydawnicza, 1982 rok.

W Hiszpanii rząd ma kłopoty, nie dość że kryzys to jeszcze media się czepiają każdego drobiazgu. Są tacy co uważają, że w takiej chwili najlepiej odwołać się do poczucia wspólnoty narodowej i odnaleźć wspólnego wroga. Gibraltar. Brytyjczycy zajmują „nasz” Gibraltar i na dodatek brużdżą. Odgrzewamy konflikt, Brytole w odpowiedzi wysyłają swoje okręty...

Komuś coś to przypomina?

Marek J. Zalewski w swojej „Falklandzkiej pułapce” na gorąco opisał konflikt, który swego czasu zaczął się dokładnie tak samo i choć nie dotyczył się pomiędzy państwami europejskimi i nie dotyczył kraju do którego lubimy jeździć na wakacje to poruszył cały świat i wpłynął na historię.

Ogromna zaletą książki pana Zalewskiego była jej aktualność. Wydana w 1982 roku dotyczyła wojny z 1982 roku. Jak na PRL to była szybkość niesłychana. Oczywiście dzisiaj to już nie robi wrażenia, ale wtedy to było coś!

Niestety to co wtedy było ogromnym plusem dzisiaj już zaletą nie jest, co może tłumaczyć fakt, że książka, mimo braku literatury po polsku na ten temat, nie doczekała się kolejnego wydania. A szkoda, bo po rozbudowaniu części o przebiegu samego konfliktu byłaby to cenna pozycja wojenna.

Mimo wszystko już teraz książka Marka Zalewskiego jest ważna dla tych, którzy chcą poznać tą wojnę. Po pierwsze zawiera niesłychanie dokładną genezę konfliktu, sięgającą pierwszych odkrywców (różnie uznawanych przez każdą z zainteresowanych stron), przez kolejne losy wysp i ich kolejnych mieszkańców i „właścicieli” do współczesnej mu historii mediacji Argentyńsko – Brytyjskich. Dzięki temu, że autor stara się nie narzucać swojego zdania a tylko przedstawia historię - fakt po fakcie, my – czytelnicy możemy wyrobić sobie swoje zdanie po której stronie ma być nasza sympatia. I jak nazywać wyspy – Falklandami czy Malwinami.

Po drugie, o czym już pisałem wyżej, nie ma zbyt wielu książek po polsku o tym okresie, a jak wiadomo – na bezrybiu... Żart, bo ta książka jest naprawdę niezłym studium konfliktu.

Gdy Argentyńczycy zajęli Falklandy myśleli, że im się upiecze. Przecież to tak daleko od wysp brytyjskich i ich armii. Liczyli na to, że zagarniecie wysp da im lepszą pozycję przetargową w nieuchronnych negocjacjach pokojowych decydujących o dalszym losie Falklandów/Malwinów. Nie docenili jednak jednego czynnika. Świat i Brytyjczycy nie mogli pozwolić sobie na przyzwolenie rozstrzygania siłą sporów terytorialnych. Na przykład ze względu na Gibraltar i dziesiątki innych sporów w które zaangażowane było dwakroć więcej państw.

I stąd ostra reakcja Brytyjczyków i potępienie Argentyny przez ONZ, które jeszcze wtedy coś znaczyło.

Dzisiaj Falklandy nadal są kością niezgody między Brytanią i Argentyną, choć w referendum mieszkańcy wysp opowiedzieli się za pozostaniem Brytyjczykami (kto przeczyta „Falklandzką pułapkę” będzie wiedział dlaczego wynik referendum był oczywisty), a Hiszpanie próbują odgrzać stary scenariusz (niech tylko przypomną sobie jak skończył ówczesny rząd Argentyny). Bo historia kołem się toczy.


W moim osobistym 6-gwiazdkowym rankingu: 4.