Cytat jakiś ciekawy

„Kilku ludzi usiłowało wydostać się z tego piekła furgonetką ale Soprano trafił ich z broni głównej bradleya. Pierwszy pocisk trafił żołnierza w pierś i ten po prostu zniknął jak kamfora. Kolejne trzy dosłownie rozbiły samochód razem z całą jego zawartością. Nie uwierzyłbym, że armata kalibru 25 mm może dokonać takiego zniszczenia, gdybym nie widział tego na własne oczy.”

Dillard Johnson „Szalony J..."

Wojenne historie

Wojenne historie

wtorek, 24 kwietnia 2012

Współczesne dotknięcie wojny


Piotr Langenfeld „Afganistan. Dotknąłem wojny” Wydawca ENDER, 2011 rok

Czy wiecie, że gdyby taka myśl przyszła wam do głowy, moglibyście wybrać się na wojnę i to nie taką udawaną, inscenizowaną, ale prawdziwą! Tam gdzie prawdziwi ludzie strzelają do prawdziwych ludzi z prawdziwych karabinów, prawdziwymi kulami.

Chcielibyście? Ja nie. Lubię wojenne opowieści, podziwiam dokonania żołnierzy, ale mam nadzieję, że to już historia i podobne emocje już nam nie grożą. W tej książce można przeczytać, że nie wszyscy podzielają mój pogląd. Jej autor, rekonstruktor historyczny odtwarzający drugowojennego żołnierza amerykańskiego, postanowił zobaczyć wojnę z bliska. Okazało się to proste. Jako dziennikarz zgłosił armii amerykańskiej swoją chęć wyjazdu do Afganistanu. Dostał akredytację i pojechał... My otrzymaliśmy solidny reportaż. I historię wojenną, której mogliśmy się nie spodziewać.

Bo czy ktoś z Was mógł przypuszczać, że wystarczy wyrazić chęć a potem wsiąść w samolot wylądować na lotnisku w Kabulu, taksówką podjechać do amerykańskiej bazy wojskowej, by w konsekwencji, razem z amerykańskimi żołnierzami, trafić na wzgórze ostrzeliwane przez talibów?

No teraz wydaje się to proste – po przeczytaniu książki i złożeniu powyższego, wielokrotnie złożonego zdania – i może rzeczywiście takie było. Jednak nie każdego stać na podjecie takiego wyzwania. Zaś autorowi owa „wycieczka” spodobała się na tyle, że po pierwszym razie postanowił pojechać raz jeszcze. W ten sposób dostajemy dwa w jednym – dwie opowieści w jednej książce to prawdziwa promocja.

Ostatnio możemy przeczytać i obejrzeć kilka ciekawych historii z wojny w Afganistanie (jedną z nich opisywałem trochę wcześniej). Na kilku kanałach telewizyjnych pokazywane są, często kilkuodcinkowe, dokumenty na temat żołnierzy sił sojuszniczych (nawet polskie telewizje postanowiły pokazać naszych wojaków), rzadko jednak kamery i reporterzy towarzyszą żołnierzom w misjach bojowych.

Tymczasem Piotrowi udało się na tyle „obłaskawić” Amerykanów, że pozwolili mu dołączyć do akcji bojowych i podpatrywać ich w bardziej ekstremalnych sytuacjach. Do jego specjalnego „szczęścia” należy zaliczyć dodatkową współpracę talibów, którzy postanowili ostrzelać owych żołnierzy i jego również, przy tej okazji.

Mamy dzięki temu kilka niezłych portretów żołnierskich, prawdziwych sytuacji taktycznych i autentycznych rozmów. Także dzięki rekonstrukcyjnemu hobby (zawsze można znaleźć miłośników tych samych amerykańskich formacji) i temu, że wszędzie można znaleźć rodaków (np. jako amerykańskich oficerów).

Jeśli interesuje Was sytuacja w Afganistanie (roku 2009, czyli niedawno), to co myślą i czują nasi amerykańscy sojusznicy, jak wygląda życie korespondenta wojennego to poczytajcie a przy okazji podnieście średnią czytelnictwa w Polsce. Dodatkowym atutem są zdjęcia, które ponieważ książka w całości wydana jest na dobrym papierze, znajdują się we właściwych, ilustrujących opowieść miejscach.

A propos korespondentów wojennych.

Ostatnio czytałem sobie historię niewojenną. Autor owej powieści, sam były reporter wojenny, opisuje przygodę swojego bohatera – fotoreportera. Ów fotograf za 200 marek miał możliwość śledzić „pracę” snajpera ostrzeliwującego ulice oblężonego Sarajewa. Leżąc obok niego na dachu, między jednym a drugim strzałem, bohater książki wypytywał snajpera o szczegóły. Chłodno i obiektywnie pytał o motywy wybierania tego a nie innego celu (cywilów przemykających „aleją snajperów”), kąty wyprzedzenia ze względu na siłę wiatru itp. Oczywiście to zmyślona opowieść, ale nie może nie wzbudzić pytania o rzeczywisty obiektywizm dziennikarzy relacjonujących wojnę. Nie trzeba wiele wysiłku by znaleźć w prasie, internecie, telewizji reportaże z jakiejś wojny. Straszne zdjęcia zabijanych i zabitych ludzi, które możemy obejrzeć pomiędzy kęsem hamburgera i łykiem kawy. I o których zapominamy równie szybko jak o smaku tych posiłków.

Czy musimy je oglądać? Czy nasi, tzw. wolnego świata, dziennikarze muszą robić te zdjęcia i filmy. Co czuje fotoreporter robiąc zdjęcia zabijanym ludziom? Co nim kieruje? Czy chłodny obiektyw aparatu, kamery może rzeczywiście być bezstronny? Są tacy, którzy twierdzą, że rzeczywistość jest kreowana przez obserwatora. Czy korespondenci wojenni tworzą wojny? Z całą pewnością tworzą ich obraz.

A może tworzony przez nich obraz wojny pozwala je zakończyć? Zmusza światowe potęgi do reakcji wpływając na opinię publiczną. Nie sądzę. Wielcy tego świata i tak interweniują tam gdzie widzą swój interes, a w manipulacji masami swoich wyborców są mistrzami.

Co więc dostarczają nam dziennikarze opisujący wojnę? Współczesny, równie przerażający, rodzaj igrzysk, rzymskiej areny i walk gladiatorów? Dużo pytań i dużo wątpliwości.

A wszystko przez dwie całkiem sympatyczne historie. Ta wojenna, która była bezpośrednią przyczyna mojego tu wpisu i ta druga - „Batalista” Arturo Perez-Reverte, Wydawnictwo MUZA, 2007.

W moim rankingu 6-gwiazdowym – książka dostaje mocną 5 – za odwagę, historię, fajny język i lekkość czytania przede wszystkim.